Kultowe róże marki Bourjois – zna je chyba każda fanka makijażu. Goszczą w mojej kosmetyczce od lat, więc w końcu przyszedł moment, by poświęcić im trochę uwagi na blogu. Za co je cenię i dlaczego ciągle do nich wracam mimo testowania różnych nowości?

Róż do policzków Bourjois Pastel Joues – formuła, kolorystyka opakowanie

Róż do policzków marki Bourjois zamknięty jest w małym, uroczym puzderku z lusterkiem. Do produktu dołączono pędzelek, który nieźle spełnia swoją funkcję, ale ja go nie używam. Każdemu otwarciu opakowania towarzyszy delikatny różano-waniliowy zapach. Ja go uwielbiam, ale co wrażliwsze nosy może drażnić. Na plus ogromna gama kolorystyczna – każda z nas znajdzie odcień odpowiedni dla siebie, niezależnie od typu urody i karnacji.

Moja przygoda z tymi różami zaczęła się na studiach i trwa do dziś. Pierwszym odcieniem, jaki kupiłam, był porównywany wtedy do Narsa Orgasm Blush odcień 33, Lilas D’Or, czyli cukierkowy róż ze złotą poświatą i maleńkimi drobinkami. Z czasem dołączyły kolejne sztuki:

  • 95 Rose de Jaspe – aktualnie mój ulubiony. Jasny róż ze srebrnymi drobinkami. Nadaje twarzy świeży, naturalny rumieniec;
  • 03 Brun Cuivré – połączenie delikatnego różu i brązu ze srebrnymi drobinkami. Na skórze to subtelna, delikatna brzoskwinia;
  • 15 Rose Eclat – elegancki zgaszony róż z delikatną fioletową poświatą. W odróżnieniu od pozostałych ma matowe wykończenie.

kultowy róż do policzków Bourjois w trzech odcieniach

Dlaczego róż do policzków Bourjois to mój must have w kosmetyczce?

Z dwóch powodów: po pierwsze daje piękny efekt, po drugie – przyjemnie się z nim pracuje. Jestem mamą, więc przeważnie mam mało czasu na zrobienie makijażu, a używając tego różu, nie muszę się martwić, że nierówno go rozetrę czy zrobię sobie plamy. Z nim naprawdę ciężko przedobrzyć. Poza tym w przeciwieństwie do wielu innych produktów, nie powoduje u mnie wyprysków ani nie wywołuje podrażnień.

Róż ma aksamitną konsystencję, równo pokrywa kolorem i łatwo się rozciera – wystarczy kilka ruchów pędzlem i gotowe. Kosmetyk gładko się rozprowadza, nie smuży, nie robi prześwitów i daje przepiękny efekt delikatnego, naturalnego rumieńca. Wykończenie? Satynowe z lekkim glow – większość odcieni z gamy zawiera drobinki, które nie są widoczne na skórze, ale wspaniale ją rozświetlają. Ładnie ożywia cerę i wtapia się w makijaż, niezależnie od tego, jakiego podkładu i pudru użyję.

róż do policzków Bourjois w trzech twarzowych odcieniach

Nie pyli, bez problemu przyczepia się do pędzla, a z niego transferuje na twarz. Choć muszę przyznać, że na jednym z egzemplarzy po pewnym czasie utworzyła się cienka, jakby zaschnięta warstwa uniemożliwiająca nabieranie (jak się później zdążyłam zorientować, w jego przypadku to dość częste zjawisko) i chciałam spisać go na straty, ale niepotrzebnie. Wystarczyło mocniej zetrzeć wierzchnią warstwę i kosmetyk znów był jak nowy.

Kolejne atuty to trwałość i niesamowita wydajność. Nałożony rano, trzyma się w niezmiennym stanie do wieczora. Nie migruje ani nie traci na intensywności. Mimo częstego sięgania po te róże, ubytek w każdym z nich jest znikomy (to zasługa wypiekanej formuły). Śmiem twierdzić, że starczą mi do końca życia 😉

Znasz róże marki Bourjois? Jakie odcienie masz w swojej kolekcji?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Znajdziesz mnie też na Instagramie!

Kontakt

    Treść wiadomości

    Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych w celach kontaktu